Posted: 28th sierpień 2010 by admin in RÓŻNE

Zrobiłam w życiu trochę głupich rzeczy.

O drugiej w nocy łapałam stopa na Marszałkowskiej.
Żyłam długie dnie na diecie czekoladowej.
Przewagarowałam przerażającą część liceum.
Powiedziałam dużo przykrych słów.
Kłamałam.
Obgadywałam.
Nie nauczyłam się rosyjskiego.
Byłam bardzo naiwna albo głupio cyniczna.
Nie odpisałam na kilka ważnych wiadomości.

Wciąż mi się zdarza. Chociaż skrupulatnie czytam etykietki i regularnie gotuję zdrowe zupy, to czasem zaczynam dzień od garści czekoladek. Może dwóch garści. Może nawet częściej niż czasami. Piszę nocne notki na blogaska, zamiast przygotować korepetycje na rano. Zamykam się w swojej skorupce. Nie chce mi się ani iść jutro na te korepetycje ani na tę imprezę ani mówić co mi jest.

Nic mi nie jest.
Chciałabym pić herbatę. Jesień bym chciała, chociaż jesieni nikt tu nie planuje. I pójść na nocny spacer z psem, którego przecież już nie ma. I żeby ktoś pokochał Gapcia ze schroniska. I mnie!imnie!, chciałoby się dopisać, ale miłość, takie słowo.

Read the rest of this entry »

Posted: 28th sierpień 2010 by admin in RÓŻNE

No i co?
I nic.

Bezesenne poranki z laptopem na brzuchu.
Bieganie o świcie, żeby zabić czas i głupie lęki.
Nieodnajdywanie się. Tu były te wielkie zaspy, a teraz taki gąszcz. Tu były psie miski, a teraz pustka. Dużo tej pustki.
Łatwo zapomniałam tę rzeczywistość. Teraz co jakiś czas potykam się o krzesło i dziwię, że blat niższy, a łóżko węższe. I pustsze też.
Łatwo zapominam, że czasem ktoś na kogoś tu warknie. Chciałabym, żeby na mój przyjazd wszystko było pastelowe i z lukru, wszyscy uśmiechali się do siebie i nikt nigdy nie czytał gazety przy wspólnym obiedzie.
Chciałabym, żeby było tak cały czas, pastelowo, nie tylko na mój przyjazd.
I żeby moje ciało przestało mnie sabotować, budzić się o złych porach i wciskać mi łzy do oczu, lejące się całkiem bez sensu na serniczek, który mama upiekła specjalnie dla mnie.

(i jeszcze, żebyś zadzwonił i wymruczał, że chcesz, żebym wróciła, ale wiadomo, że z oczekiwań nic dobrego jeszcze nie wyszło)

Read the rest of this entry »

Posted: 28th sierpień 2010 by admin in RÓŻNE

Od czasu do czasu lubię myśleć o sobie jak o kimś, kto w życiu kieruje się zdrowym rozsądkiem. To po prostu dość atrakcyjna myśl. Nie żeby było to szczególnie bliskie prawdzie, a już na pewno nie w kwestii jedzenia. Lubię jeść. Uwielbiam. Zwłaszcza słodkie, zwłaszcza kaloryczne. Tiramisu? Brownie? Lody? Dokładka sernika? Jeszcze jeden creme brulee?

Nie mam najmniejszego pojęcia ile w czym kalorii – mogę się jedynie domyślać, że w moich ulubionych deserach jest ich całkiem sporo. Jem to co mi smakuje, to na co mam ochotę, wychodząc z niebezpiecznego założenia, że moje ciało wie. I to wie najlepiej. Jeśli ręka sama sięga po kawałek szarlotki, to widać pilnie potrzebuję tego kawałka. Gdyby było inaczej wypiłabym trzy szklanki wody zamiast zatopić zęby w piance z białek (bezdyskusyjnie najlepszej części szarlotki).

Czasem, najczęściej późną wiosną, mam ochotę na ZMIANĘ. A jako osoba, której ze zdrowym rozsądkiem czasem nie po drodze, mam ochotę na GIGANTYCZNĄ ZMIANĘ. Zmianę, która wywróci wszystko do góry nogami. Zmianę trzęsienie ziemi. Rewolucja, nie ewolucja! Najlepiej krwawa, najlepiej z dużą ilością ofiar. Bez ofiar nie ma rewolucji. Więc jeśli dieta, to hardkorowa. Powolne, stopniowe zmiany są dla mięczaków, a ja przecież jestem twardzielem. Twardzielem, który chce zmiany.

Nigdy w życiu nie byłam na diecie. Czasem, najczęściej późną wiosną, mam fantazje o diecie. Tej po maksie, dla twardzieli. Nigdy żadnej nawet nie rozpoczelam, czasem udalo mi sie dojsc do etapu wydrukowania dwoch przepisow.
Potem niechciane laduja w koszu, a ja o polnocy wyjadam resztki tiramisu.

Read the rest of this entry »

Posted: 28th sierpień 2010 by admin in RÓŻNE

Co można robić jak już wszyscy wyjadą?

Spać do późna, zwlekać się z łóżka i dojadać resztki łakoci z lodówki.
Tęsknić.
Oglądać zdjęcia Twoich byłych.
Układać w głowie niedokończone zdania do nieistniejących książek.
Biegać i tracić oddech.
Zastanawiać się czy hot body workout czy yoga.
Creme brulee czy waniliowe lody.
Myśleć nad frapującą puentą do momentu, aż całkiem straci na znaczeniu.

Read the rest of this entry »

Little Miss Sunshine

Posted: 28th sierpień 2010 by admin in RÓŻNE

Łazienka bez Twoich rzeczy wygląda tak ponuro. Oglądamy z rodzicami househunterki: dom na plaży za milion dolarów, klaustrofobiczne pokoje w St. Louis. Przegrywam z tatą w bakamona, jutro trzeba będzie odkurzyć, mówi mama i ciągle krząta się po kuchni. Jemy mozzarellę, którą razem zrobiłyśmy, następnym razem trzeba jednak dodać sól.

Świat wcale się nie zatrzymał, nad zatoką świeci słońce i mewy wyjadają resztki zasuszonej ryby. Spacerujemy plażą, piknik na piasku i czekoladowe lody. Gadamy głupoty. Śmiech i wiatr. Klimat wakacji.

Oswajam puste łożko, ale na razie mieszkanie jest pełne, tłoczne, głośne. Za dwa tygodnie będzie cisza i będzie pustka. (jak to niemądrze brzmi, będzie pustka)

Jak zwykle na wiosnę szukam rewolucji, której, nie oszukujmy się, i tak przecież nie będzie. Przypomnieć sobie ten spokój po jodze. Euforię po porannym bieganiu. Rozkochać go w sobie. Odszukać sens życia. Odkryć świat. Sprzedać ciasto. Zrzucić trzy kilo. Zajść w ciążę. Przestać jeść mięso.

Refleksje znad steku z bizona.

Read the rest of this entry »

Posted: 28th sierpień 2010 by admin in RÓŻNE

Jak jest? Dobrze.
(ale czy naprawdę chcesz wracać do tej rozmowy?)

Czasami nic mi się nie chce, więc na śniadanie odgrzewam wczorajszą pizzę, opatulam się kocem i cały dzień oglądam stare odcinki CSI.

Czasami chce mi się dużo, więc zapisuję się do bookclubu, kupuję stos biżuteryjnych części, szukam korepetycji z hiszpańskiego i wolontariatu i planuję pójść na jogę.

Pierwszy raz od 6 roku życia nie jestem częścią żadnej edukacyjnej instytucji. Nikomu nie zaszkodziło jeszcze trochę czasu dla siebie gładko miesza się z poczuciem winy, że wszyscy piszą magisterki, a ja z tą pizzą przed tym telewizorem. Dobrze, że chociaż nie mamy kanapy.

Read the rest of this entry »

Posted: 28th sierpień 2010 by admin in RÓŻNE

W zimnym przedziale pociagu relacji kraków główny-warszawa centralna przychodzą do głowy najlepsze zdania, ale nie ma długopisu. Nieutrwalone zostają zatem gdzieś na torach i szybko znikają pod śniegiem. A chciałam Ci przecież tyle powiedzieć.
(o czym? o kochaniu i nie-mówieniu kochamcię, o czekaniu i tęsknocie -albo czasem jej braku-, o niepewności, pewności i innych demonach zycia codziennego, ale wszystko zostało pod śniegiem, więc piszę ci tylko te bzdurne mejle o rumuńskim disco)

Read the rest of this entry »

Posted: 28th sierpień 2010 by admin in RÓŻNE

Trzeba powrócić do nowego-starego rytmu, wyznaczanego odjazdami autobusów, już podmiejskich, ale wciąż trochę rzadkich i z pętli za siedmiona zaspami. Do wyliczania ile jakich biletów (te niesamochodowe dylematy), trzydniowy czy dobowy, 40 minut na dwie strefy czy jeden przejazd na 120 minut, do nie-mówienia dzień dobry i nie-uśmiechania się do chińskich studentów, nieistniejących już przecież w podmiejskich autobusach do Julianowa.
Młodzieniec z kanapką staje zbyt blisko, zwiędła sałata i pomarszczony pomidor, pajęczyna śliny tuż koło mojej twarzy. Monotonne ciamkanie w rytm stukotu metra, systematyczne wsmarowywanie masła do ciała, precyzyjne zginanie metalowych drucików. Samotne zasypianie. Śniadanie, obiad, kolacja czekające na stole. Spacery z mamą, backgammon z tatą. Pogoda w Houston na komputerze, breezy with periods of rain, 16 C, wind E 6 m/s. Tu nie ma miejsca na rozdzierające serce tęsknoty. Dwa światy są precyzyjnie rozdzielone. Tu spędzilismy razem raptem dwa, może trzy tygodnie i to w długich odstępach. Tu jest czekanie na autobus, chodzenie na grzane piwo i ploty. Pisanie mejli. Jednoosobowe łóżko z pluszowym łosiem. Bawełniana piżama. Kapcie w krowy. Nierozpakowana walizka jest jedynym świadkiem, że istniał, że istnieje, ten drugi świat. Ze wspólnym łóżkiem, wspólnym stołem, wspólnym piciem wina do kolacji. Świat, który teraz istnieje w mojej głowie jako dano widziany film, jakaś zeszłoroczna plota, niezbyt wiarygodna anegdota, że ktoś kiedyś wyjechał hen daleko. I gdzie tu miejsce na zabawną puentę?

A te wszystkie głupoty tylko dlatego, żeby nie napisać, że psa już nie ma. Był 13 lat i nagle posłanie jest puste. Wciąż myślę, że jest u dziadków na działce i niedługo po niego pojedziemy, rodzice wciąż chodzą na wieczorne spacery, a kiedy przekręcają klucz w zamku i nikt nie szczeka na ganku, wtedy wyciągam jego poduszkę i wtulam się w jego zapach.
Niech ktoś mi go odda.

Read the rest of this entry »

Posted: 28th sierpień 2010 by admin in RÓŻNE

Leży grzecznie na kocyku, wenflon w łapce pokrytej siwą sierścią, oczy pełne niepokoju i ufności jednocześnie. Kroplówka zawieszona na glośniku, prowizoryczny szpital między kuchnią a dużym pokojem, kropla po kropli, mieszanka powoli spływa do żył.
Myślę o tych wszystkich chwilach, kiedy nie chciało mi się z nim wyjść, bo deszcz, bo zimno, bo gorąco, bo wcześnie, bo późno, bo randka, bo kac. Kiedy nie mogłam zebrać sie w sobie, a on się niecierpliwił i szczekał i kręcił się, aż w końcu rodzice tracili cierpliwość, brali smycz i mowili, ze oddadza go do schroniska.
Powinnam mysle o tych chwilach, kiedy jako szczeniak wchodzil do mnie na lozko, zwijal sie w klebuszek w nogach, a kiedy juz poczul sie pewnie, wywracal sie na plecy i spychal mnie lapami. Albo kiedy siadalam na jego poslaniu, a on chwytal je w zeby i wozil mnie jak w rydwanie po calym mieszkaniu. Kiedy zweszyl jedzenie, siadal w kuchni i mial tak blagalne oczy, ze nikt mu sie nie mogl oprzec. Kiedy dzielilam sie z nim, pol na pol, ostatnim kawalkiem kalarepki.
Potem idziemy na spacer, nieśmiało merda ogonem na widok śniegu i entuzjastycznie zlizuje go z chodnika – to jedyna forma wody, którą akceptuje (miska nieruszona od tygodnia). Już myślę, że jest dobrze i że taki żwawy z niego psiak, kiedy po raz trzeci dziś upada w śniegu i patrzy się zdumiony wokół, jakby sam nie mógł uwierzyć, że w tych łapkach nie ma już tyle siły.

Read the rest of this entry »

Posted: 28th sierpień 2010 by admin in RÓŻNE

Gdybym byla rezyserem i krecilabym film o moim zyciu, pewnie znalazlaby sie w nim scena w ktorej siedze w brudnym autobusie, roztopiony snieg na podlodze, i bezmyslnie patrze na zaparowana szybe, przez ktora prawie nie widac szarego miasta, i sluchalabym Marii Peszek, chociaz chcialam Pogodna. To brzmi bardzo banalnie, ale tak banalnie wyglada teraz moje zycie. Moje zycie bez ciebie, powinien powiedziec glos z offu, ale bez przesady, banal nie musi od razu oznaczac melodramatu.

*

wady i zalety bycia w domu.
jest fajnie. i ciesze sie, ze jestem.
ale
awantura przy sniadaniu (rodzice) to rozmowa nie awantura
awantura przy sniadaniu (rodzice po raz drugi)
awantura przed kolacja (brat i tata i babcia w sluchawce)
chce mi sie plakac jak tego slucham, chce mi sie zamknac drzwi i udawac, ze to nie sa glosy ludzi, na ktorych mi tak zalezy. bardzo zalezy i bardzo zle glosy. tesknie do spokoju na hawkeye court. tesknie do jego spokoju.

Read the rest of this entry »